Mniej segregacji, więcej efektu? Skandynawski sposób na plastik

//

Nieekologiczni Skandynawowie?

Kilka miesięcy temu miałam przyjemność odwiedzić Danię, a konkretnie Aarhus, drugie co do wielkości miasto w tym kraju. Podczas pobytu ze zdziwieniem zauważyłam, patrząc okiem przyzwyczajonym już do polskiej pięciopojemnikowej segregacji, dużo mniej zaawansowany system sortowania odpadów. Szczególnie zdziwiły mnie reguły segregacji plastiku: do pojemnika z tym surowcem można było wrzucać wyłącznie … plastikowe butelki. Cała reszta: siatki foliowe, opakowania po serach, wędlinie itd. miałam wrzucać do odpadów zmieszanych. Jak to – pomyślałam – to w ojczyźnie elektrowni wiatrowych tak małą wagę przywiązuje się do odzysku surowców wtórnych? Ciężko było w to uwierzyć, więc postanowiłam poszukać bardziej prawdopodobnego wyjaśnienia tego minimalistycznego podejścia do gospodarki odpadami.

Miejsce foliówek… w odpadach zmieszanych

W wielu duńskich miastach, również w Aarhus, segreguje się wyłącznie tzw. twardy plastik: butelki, pojemniki. „Miękki plastik” taki jak siatki foliowe czy opakowania trafiają do odpadów zmieszanych. Uznano, że w ten właśnie sposób segregacja przyniesie większe korzyści. I rzeczywiście: w 2018 roku w Aarhus z tak oddzielonej frakcji ponownie przetwarzane na granulat plastikowy zostało … aż 80% (!) zebranych odpadów. To bardzo wysoki wynik, nawet jak na skandynawskie standardy, a nie byłby on możliwy do osiągnięcia, gdyby do kosza z plastikiem oprócz butelek trafił również „miękki plastik”.

Aarhus jest ewenementem, nawet na warunki niezwykle przecież dbającej o środowisko Danii. W samej Kopenhadze: cały plastik zbiera się tam, tak jak i w Polsce, do jednego pojemnika, a wynikiem tej metody segregacji jest jedynie 30% poziom recyklingu tego odpadu. Bardzo słaby wynik jak na jedną ze światowych “eko-stolic”, prawda? Firma odpowiedzialna za zbiórkę i recykling surowców wtórnych w tym mieście przez kilka lat zawyżała osiągane w rzeczywistości poziomy odzysku. Gwarantowano 75% poziom recyklingu, ale zdaniem ekspertów od początku był to poziom niemożliwy do osiągnięcia z tak zmieszanej frakcji odpadów. Profesor Thomasa F. Aastrup z Duńskiego Instytutu Technologicznego, największej jednostki badawczej w tym kraju, wyjaśnia, dlaczego tylko bardzo szczegółowa segregacja plastiku ma sens:

W krajach wysokorozwiniętych firmom po prostu nie opłaca się przetwarzać plastiku słabej jakości [zmieszanego]. Zbierając do jednego pojemnika „miękkie” i „twarde” odpady plastikowe ryzykujemy, że duża ich część skończy w spalarni lub zostanie wywieziona poza Europę [gdzie nie będzie odpowiednio przetworzona].

Tak właśnie działo się z kopenhaskimi odpadami, z których większością nie wiadomo co się stało (zapewne zostały wywiezione za granicę) a spora część trafiła do spalarni. Obecnie, po wykryciu oszustwa, w duńskiej stolicy pracuje się nad wprowadzeniem bardziej efektywnego systemu segregacji odpadów.

Czy to ma sens?

80% poziom odzysku plastiku w Aarhus jest imponujący, ale jednak pozostaje pytanie: co dzieje się z resztą plastiku, trafiającą do odpadów zmieszanych? Czy tak wybiórcza segregacja jest korzystna dla środowiska?

Postanowiliśmy to sprawdzić i porównaliśmy poziomy odzysku w Aarhus i Kopenhadze. Mieszkańcy tej ostatniej tak jak i my, Polacy, wrzucają cały plastik do jednego kosza z odpadami. Poziom recyklingu w duńskiej stolicy wynosi 30% – jest więc zdecydowanie niższy niż osiągnięte przez Aarhus 80%. Pamiętajmy jednak, że w Kopenhadze te 30% osiągane jest z większej masy odpadów, bo właśnie zawierającej oprócz butelek również każdy „miękki” plastik. O ile większej? Okazuje się, że tak naprawdę niewiele, bo frakcja ta stanowi przeciętnie jedynie 25% całej masy odpadów plastikowych. Tak więc licząc dla Aarhus 80% poziom recyklingu z 75% odpadów – samych butelek, bez miękkich opakowań plastikowych otrzymujemy 60% ponownie przetworzonych odpadów. To w porównaniu z kopenhaskimi 30% wciąż bardzo dobry wynik! Z tego przykładu widać więc, że segregując jedynie „twardy” plastik, rzeczywiście jesteśmy w stanie otrzymać więcej gotowego do ponownego użycia materiału – selektywna zbiórka à la Aarhus ma sens!

Ku pokrzepieniu: wstydliwy prequel do zwycięskich 80% recyklingu w Aarhus

Historia wzorowej segregacji w Aarhus nie byłaby kompletna, gdybyśmy nie pokazali, jak do niej doszło. Pewnie ciężko w to uwierzyć, ale jeszcze 10 lat temu Aarhus było antyprzykładem gospodarki odpadami. Właśnie wtedy wprowadzono tam nowe zasady szczegółowej segregacji, ustalono wskaźniki odzysku i czekano na dobre efekty. Okazało się jednak, że mieszkańcy uzyskali kilkukrotnie niższe poziomy recyklingu od zakładanych – większość z nich po prostu nie segregowała odpadów. Władze miasta nie postarały się o szeroką kampanię informacyjną, nie przekonały mieszkańców, że ich wysiłek rozdzielania odpadów będzie miał sens. W konsekwencji na kilka lat całkowicie zawieszono segregację odpadów w tym mieście (na poziomie odbioru; instalacje do przetwarzania odpadów sortowały odpady). Kilka lat później przemyślano sprawę i podjęto próbę segregowania u źródła raz jeszcze. Tym razem postarano się, aby jak najmniej utrudniać życie mieszkańcom. Cytując władze miasta:

Równoczesne wprowadzenie kilku nowych frakcji do wydzielenia byłoby zbyt uciążliwe dla mieszkańców – od 2017 roku do dzisiaj nie zdecydowano się jeszcze na wprowadzenie kolejnego pojemnika, właśnie po to, aby nie zniechęcać mieszkańców do segregowania.

Oprócz odpadów zmieszanych pojawił się tylko jeden dodatkowy pojemnik: na odpady segregowalne: szkło, metal i plastik. Dodatkowo tak jak pisaliśmy wcześniej, z plastiku mieszkańcy Aarhus segregują wyłącznie butelki. Całą resztę wrzucają do odpadów zmieszanych. Ten prosty model segregacji był strzałem w dziesiątkę – mieszkańcy włączyli się w sortowanie odpadów i osiągnięto osiemdziesięcioprocentowy poziom recyklingu.

Sposób na mieszkańców polskich miast?

Aż 34% Polaków nie segreguje odpadów, a 52% z nas nie widzi sensu w tym działaniu. Ale wiecie co? Pewnie gdyby 10 lat temu w Aarhus zrobić podobne badanie, wyniki byłyby podobne. Władzom tego duńskiego miasta udało się odwrócić negatywny trend, dlaczego więc nie miałoby się udać i u nas? Konieczność każdorazowego podziału odpadów na pięć różnych frakcji jest dla mieszkańców polskich miast frustrująca, a w konsekwencji skutecznie zniechęca do segregowania.

Źródła:

  • https://www.dr.dk/nyheder/indland/vi-forbrugere-har-lovet-sortere-saa-skal-de-ogsaa-love-behandle-affaldet-rigtigt
  • https://jyllands-posten.dk/aarhus/ECE11646117/6580-pct-af-aarhusianernes-plastikaffald-genanvendes/
  • https://stiften.dk/artikel/17-sp%C3%B8rgsm%C3%A5l-og-svar-om-den-nye-affaldsordning-2017-8-18
  • https://affaldvarme.aarhus.dk/affald-og-genbrug/sortering-derhjemme/glas-plast-og-metal/#4
  • https://www.nationalgeographic.com/environment/2019/08/plastic-bottles/
  • https://plast.dk/oftede-stillede-spoergsmaal-plastposer/
  • https://videnskab.dk/kultur-samfund/giver-det-overhovedet-mening-at-sortere-skrald
Poprzedni artykuł

innogy Polska prezentuje niezwykłą instalację świetlną Zero Emission Store

Następny artykuł

Czy gospodarstwa ekologiczne hodują szczęśliwe krowy?

Ostatnie z kategorii