Uluru Australia

Płonąca Australia to utracone światy [zdjęcia]

/

Australia nazywana jest potocznie „Down Under”, co można przetłumaczyć jako „do góry nogami”. I nie chodzi tu tylko o to, że to półkula południowa, ale również o prawdziwą unikatowość tej ziemi. Żaden inny kontynent nie trwa w izolacji od reszty świata tak długo: kiedyś połączony był z Antarktydą, ale po tym, jak podryfował na północ pięćdziesiąt milionów lat temu, jego flora i fauna nie miały już możliwości mieszania się z gatunkami z innych lądów. W konsekwencji podróż do Australii to jak wyprawa w kosmos i lądowanie na innej planecie. 

Miałam to szczęście, że mogłam zobaczyć Australię na własne oczy: suche pustkowia środka kontynentu i tropikalne dżungle północy. Poczuć się jak w innym świecie: drzewa, krzewy, ptaki – wszystko zupełnie odmienne do tego, co można zobaczyć w Europie, Azji, czy Ameryce Południowej; część z nich pamiętająca czasy dinozaurów, takie jak sagowce czy gigantyczne skrzypy. Żeby nie być gołosłownym, podajmy oficjalne statystyki: ssaki: 85% gatunków nie występuje na żadnym innym kontynencie, ptaki: 45%, gady: 93%,  rośliny naczyniowe (czyli m.in. wszystkie drzewa i krzewy): 92%. 

Sucho, bardziej sucho, Australia

Kiedy spojrzymy na mapę Antypodów, zobaczymy wiele rzek, równomiernie pokrywających teren większości kraju. Dlaczego więc kontynent ten ma tak duże problemy z suszami i brakiem wody pitnej? Dlaczego tak niewielka część Australii wykorzystywana jest rolniczo (2%)? No cóż … kiedy przyjrzymy się mapie tego kontynentu dokładniej, zobaczymy, że praktycznie tylko we wschodniej części kraju błękitne linie nie są przerywane – nie są rzekami okresowymi. Cała reszta powierzchniowych cieków wodnych, a więc około 80% całkowitej powierzchni kraju to tereny, na których rzeki pojawiają się w najlepszym wypadku na kilka tygodni w roku, a czasem ich koryta stoją wyschnięte nawet kilka, kilkanaście lat.

Wyschnięte koryto jednej z australijskich rzek okresowych, okolice Alice Springs.

Tam gdzie na pustkowiach większości kontynentu zdołały wyrosnąć drzewa, najprawdopodobniej mamy do czynienia z podskórnymi wodami gruntowymi. Australia to w większości stepy i pustynie – grunty niezdatne pod uprawę; część z nich, tam gdzie rośnie choć trochę trawy, wykorzystuje się pod uprawę bydła. Tylko tropikalny  północno-wschodni stan Queensland i południe kontynentu nadaje się do wykorzystania rolniczego. Mówiąc obrazowo: jeżeli popatrzymy na mapę Down Under, to do uprawy i zamieszkania większej liczby ludności zdatne są praktycznie wyłącznie tereny wybrzeża oddzielone od suchej reszty kontynentu Wielkimi Górami Wododziałowymi oraz Alpami Australijskimi. Czyli jakieś 10% kontynentu. 

Ale Australijczycy zdołali częściowo przełamać te trudności: biorąc wodę z największego systemu rzecznego kontynentu, Murray-Darling, utworzyli rozległe systemy kanałów nawadniających. W ten sposób milion sześćset tysięcy hektarów Nowej Południowej Walii zamieniły się w żyzne terene rolnicze i możliwa stała się uprawa zbóż, bawełny, warzyw i owoców zaspokajająca potrzeby tego ponad dwudziestomilionowego kraju. Niestety pożary dotknęły aż jedną trzecią tego głównego spichlerza Australii. Ogień w Nowej Południowej Walii i w całej południowej części kontynentu, strawił nie tylko pola uprawne, ale również ogromne połacie terenów niezagospodarowanych przez człowieka – pradawne lasy pełne prehistorycznych, niespotykanych na żadnym innym kontynencie roślin, półpustynny skrub, pustynie – które są, a raczej były do czasu ostatnich katastrofalnych pożarów – domem niezliczonej liczby unikatowych w skali światowej, występujących wyłącznie w Australii zwierząt.  

Bez pożaru nie ma życia

Australijczycy są przyzwyczajeni do pożarów, które są nieodłącznym elementem tutejszych ekosystemów. Od kiedy do brzegów Australii przycumowały pierwsze łodzie Aborygenów, czyli jakieś dwadzieścia tysięcy lat temu, lasy i stepy zaczęły być regularnie wypalane również przez ludzi. Aborygeni nazywają to „cleaning up” – czyszczenie buszu. Stare, wyschnięte trawy i drzewa płoną, po dwóch-trzech miesiącach ustępując miejsca młodym, zielonym pędom, które … przyciągają zwierzęta i ułatwiają zdobycie pożywienia. Okazuje się, że przyroda Antypodów nie jest tylko odmienna pod względem wyglądu, ale również elementarnych praw zachowania gatunków: wiele tutejszych roślin przez tysiące lat dostosowało się do regularnych pożarów, czerpiąc z nich korzyść. Na przykład niektóre rośliny nie zakwitną (m.in. banksja, grevillea, kalistemon), a wiele drzew i krzewów nie uwolni nasion ze strąków, jeżeli nie zostaną wystawione na działanie bardzo wysokiej temperatury (m.in. eukaliptusy, figowce). W tym celu zrzucają liście i korę, tworząc naturalną „podpałkę”. Tutejsze rośliny, np. eukaliptusy, dostosowały się do niezbędnych dla ich rozmnażania pożarów również w ten sposób, że ogień nie jest w stanie ich strawić (choć ostatnie rekordowe pożary uszkodziły nawet drzewa z tego gatunku).

I po ożywczym dla australijskiej przyrody mikro pożarze. Za kilka miesięcy będzie tu zielono, a dzięki wysokiej temperaturze wydzielonej przez ogień kwiaty będą mogły zakwitnąć. Stanley Chasm.

W ogniu zginą unikatowe mikro-ekosystemy

Ale takich pożarów jak tegoroczne nikt się nie spodziewał i one nie są już niczym dobrym ani dla ludzi, ani dla przyrody tego kontynentu. Widziałam te maleńkie, kruche ekosystemy oddzielone od innych setkami kilometrów pustyni. Gdy zostanie spalona roślinność w tym jednym miejscu, zwierzęta nie mają jak migrować za pożywieniem na obszary, których nie strawił ogień – czeka je śmierć. Weźmy na przykład rock wallabies, małe kangury skalne żyjące w Simpsons Gap, położonego w centralnej części Australii, w paśmie gór MacDonnella. Jeżeli pożar dotarłby tutaj, to migrujące kangury musiałyby przebyć setki kilometrów, aby znaleźć kolejne źródło wody. Co więcej przemierzając otwarte przestrzenie, nie mogłyby się schronić w swoich górskich kryjówkach przed swoim największym wrogiem, który dziesiątkuje ich populację w całej Australii – lisami (sprowadzonymi tu przez Europejczyków).  To tylko jeden przykład, ale gatunków zamieszkujących te pustynne oazy australijskiego outbacku są oczywiście tysiące. Większość z nich unikatowa w skali światowej.

Rock wallaby bezpieczne na niedostępnej dla drapieżników półce skalnej zboczy Simpsons Gap

Woda daje życie. Tylko dzięki temu źródłu wody może przeżyć wiele gatunków ptaków i ssaków australijskiego interioru. Simpsons Gap.

Te rachityczna roślinność to szczyt marzeń i oaza pozwalająca na przetrwanie wielu gatunków zwierząt.


Źródła:

  • The Rough Guide to Australia, Rough Guides 2017
  • zdjęcia: Hanna i Paweł Baster (http://gdzielamymowiadobranoc.pl/)
  • https://www.environment.vic.gov.au/__data/assets/pdf_file/0019/32338/Brush-tailed_Rock_Wallaby_Petrogale_penicillata.pdf
  • ps://www.wwffaustralia.com/about-australias-flora–fauna.html
  • https://www.agriinvestor.com/agricultural-land-comprises-14-of-total-area-burned-by-australian-bushfires/
Poprzedni artykuł

Kilka dowodów na to, że hulajnogi elektryczne też zatruwają środowisko

Następny artykuł

Czy zużyte moduły fotowoltaiczne zaśmiecą świat? Recykling znów ratunkiem

Ostatnie z kategorii