Czy ocalilibyśmy planetę, żyjąc jak przed rewolucją przemysłową?

/

Czy gdybyśmy wrócili do stylu życia naszych przodków sprzed epoki rewolucji przemysłowej, to środowisko byłoby mniej czy bardziej zniszczone? Czy życie blisko natury dałaby ludzkości lepszą czy gorszą przyszłość? Pewnie i Wy nie raz zastanawialiście się, czy taki odwrót ku naturze mógłby uzdrowić naszą planetę i zagwarantować przeżycie naszym prawnukom (co w obecnym tempie globalnego ocieplenia nie jest sprawą oczywistą). Wspólnie rozważmy możliwe rozwiązania i ich wpływ na planetę.

Scenariusz I: Chatka w lesie

Na początek rozważmy sytuację, w której „idziemy na całość”: wyprowadzamy się z miast, kupujemy kawałek pola i staramy się być samowystarczalni, przynajmniej w kwestii jedzenia. Mamy własne warzywa i owoce, hodujemy kury i krowy. Nie mamy samochodu, nie jeździmy na zagraniczne wakacje, nie latamy samolotami. Na targ w mieście chodzimy raz w miesiącu, żeby sprzedać trochę jaj lub mleko, a za uzyskaną skromną kwotę kupujemy ubranie i buty. Praktycznie nie wytwarzamy odpadów, bo nie mamy potrzeby używania opakowań jednorazowych. Żywność wytwarzana jest wyłącznie lokalnie, w piecu palimy drewnem z pobliskiego lasu. Wszystko pięknie, ale teraz wyobraźmy sobie, że drewnem swoje domy ogrzewa 7,6 miliarda ludzi – tyle na Ziemi żyje nas obecnie. Jest to dziesięciokrotnie więcej niż w XVIII wieku, czasach sprzed rewolucji przemysłowej. Takie działanie doprowadziłoby do dramatycznej deforestacji, a w konsekwencji utraty równowagi w ekosystemie oraz gwałtownych zmian klimatycznych. Poza tym, kto z nas z własnej woli obniżyłby tak dramatycznie poziom życia? Zdecydowanie nie tędy droga. 

Scenariusz II: Odwrót od globalizacji

Na szczęście dzisiaj nie musimy ogrzewać naszych domów drewnem, a nawet węglem. Odnawialne źródła energii mogą pozwolić nam na zdecydowaną redukcję emisji i zwolnienie tempa globalnego ocieplenia. Nie musimy również wyprowadzać się na wieś i zakładać własnych upraw i hodowli. Rozwiązanie jest dużo prostsze: odwrót od globalizacji i zmiana diety. Popatrzmy na obecne główne źródła emisji gazów cieplarnianych:

źródło: EPA

Na obecnym etapie rozwoju technologii odnawialnych nie jesteśmy w stanie całkowicie zrezygnować z ropy naftowej, węgla i gazu, ale możemy znacząco ograniczyć zużycie tych szkodliwych dla atmosfery surowców. Gdybyśmy wzięli za przykład gospodarkę niemiecką, to aż 43% energii elektrycznej moglibyśmy zabezpieczyć przy pomocy OZE. Przy takim modelu przemysł, budownictwo, produkcja prądu i ciepła byłyby odpowiedzialne za zdecydowanie niższe poziomy emisji. W takim też wypadku, patrząc znów na wyżej prezentowany wykres, głównym emitentem gazów cieplarnianych stałoby się rolnictwo i hodowla, wycinka lasów pod ich potrzeby (razem 24% całkowitej obecnej emisji) oraz transport (14% obecnej emisji globalnie). W tych dwóch obszarach obniżanie emisji nie poszłoby nam już tak prosto jak z OZE – tu nie wystarczy zmiana sposobu spełniania naszych potrzeb na bardziej ekologiczny. Tu musielibyśmy mocno ograniczyć nasze potrzeby, zmienić dotychczasowy styl życia, zrezygnować z wielu udogodnień i przyjemności my sami. Dieta bezmięsna (dlaczego dieta bezmięsna jest dobra dla środowiska), rezygnacja z egzotycznych przysmaków, ograniczenie podróży. Marchew, ziemniaki i kapusta, a wakacje „pod gruszą”. Przynajmniej do czasu, gdy samoloty i ciężarówki zaczną jeździć na OZE – dopiero wtedy moglibyśmy dać globalizacji drugą szansę.

Poprzedni artykuł

Co sprawia, że instalacja fotowoltaiczna działa wydajniej?

Ostatnie z kategorii